Hmm coś jest w tym przysłowiu trzeba przyznać ;] Z rodziną, szczególnie najbliższą czasem ciężko wytrzymac (i zapewne vice versa). Ja wściekam się kiedy kładę się spać, a mój brat za ścianą słucha hip hopu , natomiast on  na mnie, kiedy gadam przez telefon w nocy ;P Ale cóż poradzić, takie są uroki mieszkania pod jednym dachem…

 Za to w ostatnią niedzielę spędziłam naprawdę przemiły wieczór w towarzystwie mojej rodzinki. Uwielbiam takie familijne spędy, tym bardziej kiedy okazja jest naprawdę wyjątkowa. A w tym wypadku były to 80 urodziny mojego dziadka, które są już wieloletnią tradycją. Odkąd skończyłam 8 lat zawsze świętowaliśmy je z najbliższą rodziną  na działce nad jeziorem, przy grillu i kolorowych trunkach ;) Kończyło się zazwyczaj opowieściami dziadka o czasach młodości i śpiewem przy akompaniamencie gitary. Tym razem było trochę inaczej, bardziej elegancko, ale równie zabawnie. I co najważniejsze było nas znacznie więcej, poznałam rodzinę którą pierwszy i ostatni raz widziałam kiedy miałam 5 lat! Więc opowieściom, żartom i wspomnieniom nie było końca ;)

To już chyba oznacza, że może nie starzeję się, ale dorośleję… Jak byłam młodsza nie znosiłam tych rodzinnych spotkanek, wymuszonych uśmiechów i standardowych pytań, jak szkoła, jak stopnie.. Teraz dopiero zczynam doceniać jak ważne są dobre stosunki z rodziną i jaką wartościową wiedzę przekazują nam przeodkowie. Więc morał z tego taki, że czasem warto wyjść gdzieś z rodziną i to właśnie niekoniecznie na zdjęciu ;)

płaszcz: Camaieu

sukienka: Mango

buty: Christian Louboutin (przywiezione z Anglii)

naszyjnik: Cathrine

kolczyki: Stradivarius